RSS
niedziela, 13 lutego 2005
Jak Rozpoznać że Mężczyzna Zdradza?

TELEFON (3)

Tak jak jeden z moich znajomych, poważny pan prokurator. Pierwszy abonamentowy na 501 i drugi na kartę z numerem zaczynającym się na 691.  Jego o wiele młodsza kochanka,  rzecz jasna nie wiedziała, - bo mamy do czynienia z wirtuozem życia podziemnego-  że pan obrońca prawa i porządku, prawdomówny nie był wobec żadnej z nich i żonaty jest od lat. My natomiast, jego znajomi, dzwoniąc to na jeden to na drugi numer klęliśmy na puste połączenia ale przynajmniej nie popełnialiśmy foux pa, wiedząc od razu, z którą damą swego serca pan prokurator akurat przebywa. Gdy połączenie było po linii Ideii nasz bohater był z Małgosią, a gdy dodzwanialiśmy się na Plusa znaczyło to,  iż właśnie przebywa z Marysią.  Proste, a genialne!

 

Przyjrzyjmy się jeszcze takiej kwestii.

Czy po technice odbioru telefonu i sposobie prowadzenia rozmowy, stała partnerka może wywnioskować czy partner jej, uwikłany jest w romans?

Ależ naturalnie!

Po pierwsze. Należy zarejestrować czy nastąpiła jakakolwiek zmiana w zachowaniu partnera na odcinku odbierania połączeń telefonicznych.

Na przykład: Do tej pory aparacik dzwonił trzema sygnałami lub i więcej, a teraz po pierwszym już, nasz partner rzuca się z szaleństwem w oczach by zielony przycisk wdusić; albo:

(cytat) "męża nigdy nie interesowało kto jest po drugie stronie, po prostu odpowiadał i już, a teraz za każdym razem zanim odbierze, wpatruje się w wyświetlacz. I jeszcze te krople potu na jego czole, ten przerażony wzrok.. Naprawdę, nie wiem co o tym sądzić.."

albo;

Twój  partner do tej pory, jeżeli nie wylewnie,  to na pewno bez zająknięcia i całymi zdaniami odpowiadał do słuchawki i  baczył przy tym, by formowane przez niego zdanie posiadało i podmiot i orzeczenie.  Niestety,  od jakiegoś czasu, ostatnio, nie wiadomo dokładnie od kiedy, i dlaczego,  tak się dzieje (ale fakt jest faktem), że krztusi się nieborak i potrafi wyjąkać jedynie "uhu...no no....tak tak..  może później... nie zupełnie... nie do końca... nie za bardzo..."

Jeżeli więc tego rodzaju zmiany dostrzeżesz w  równaniu z jedną niewiadomą, tj.  telefon = "x" (czyli n-i-e-w-i-a-d-o-m-o-k-t-o-p-o-d-r-u-g-i-e-j-s-t-r-o-n-i-e)  a,  Twój partner,  mąż ukochany,  lub ukochany Twój narzeczony,  to radziłbym koleżance sprawy nie bagatelizować i wyjaśnić jak najwcześniej. No, chyba, że uznasz, iż właśnie nadarza się wyśmienity pretekst by zakrzyknąć "ach, jak mogłeś mnie tak zranić!" i wymienić partnera na inny, świeższy  egzemplarz, gdyż właśnie w Twoje ręce wpadł dostateczny dowód jego wiarołomnstwa. .

 

Jest jeszcze jeden powszechnie stosowany przez mężczyzn manewr związany z posługiwaniem się telefonem komórkowym, który może kobiecie wiele powiedzieć o faktycznej sytuacji w jakiej znalazł się jej mężczyzna.

Manewr ów, polega na świadomym zagubieniu aparatu.

I cóż to najczęściej znaczy, pomijając oczywiście te zupełnie jednostkowe wypadki rzeczywistej tragedii związanej z kradzieżą lub gapiostwem.

I tutaj po raz pierwszy mam dobrą wiadomość.

Otóż manewr pod tytułem "cholera, ukradli mi komórkę" znaczy droga koleżanko, że wygrała pani pralkę niemalże!  Tak, tak! Bowiem Twój zuch przyjaciółko właśnie postanowił się definitywnie rozstać ze swoim skarbem, (tym drugim)  i właśnie wraca na łono pierworodnego związku! Teraz już definitywnie, do końca i raz na zawsze, zdecydował  uciąć kontakty z kochanką,  więc by go dziewczę już więcej nie męczyło, buch telefonikiem do śmietnika. Są,  ryzykanci, którzy by kosztów zbytnio nie nabijać, po kilku dniach odnajdują "cudem" sam aparat, bez karty już oczywiście i biegną do swej pani z błyskiem w oku krzycząc już od progu "patrz kochanie, znalazł się".  Tak czy owak moja przyjaciółko i - pozwól mi to powiedzieć - cieszę się wraz z Tobą! 

 

15:24, pistolet
Link Komentarze (1) »
środa, 09 lutego 2005
Telefon (2)

Wracając jednak do kwestii naturalnego wypuszczania telefonu z rąk męskich.

Jeżeli dzieje się tak istotnie i Twój mężczyzna bez jakiegokolwiek zająknięcia jest zdolny oddać swój telefon w Twoje ręce, teraz, natychmiast, z marszu, z głupia frant, na sygnał, na niewinne Twoje pytanie, czy prośbę (lub groźbę) "Kochanie, pokaż mi swój telefon". Jeżeli na to pytanie, zadane niezależnie od miejsca gdzie ono padło, na przykład w sklepie gdzie zakupy zwykle robicie albo w restauracji, albo na spacerze, mężczyzna Twój odpowie: "ależ proszę najdroższa, manipuluj nim jak chcesz i do woli" to znaczyć to będzie moja przyjaciółko, że mężczyzna Twój jest   c z y s t y.

Czyli nie zdradza Cię bezczelnie,

albo

w  t y m    j e d n y m    momencie jest czysty

a w życiu podziemnym WIRTUOZEM jest po prostu.

Natomiast, co znaczyć będzie jeżeli na Twoją prośbę o udostępnienie Tobie swojego telefonu, Twój mężczyzna, odpowie w    j a k i e k o l w i e k   formie negatywnie?

To będzie znaczyć.. Zresztą sama sobie odpowiedz. 

I tylko dla porządku przytoczę kilka najczęściej przez mężczyzn używanych wymówek,  by telefonu swojego do ręki kobiecie pod żadnym pozorem nie dawać gdyż wtedy niechybnie wpadnie ze swoim podziemnym życiem jak śliwka w kompot:

"Nie ufasz mi?" albo "Czekam na ważny telefon" albo " No co ty!" albo "Daj spokój" albo "Tego się po Tobie nie spodziewałem" albo "To zbyt intymne" albo "To nie twoja sprawa" albo "Przestań!" albo "Nie tutaj" albo "Nie rób scen" albo - moje ulubione - "To ty mi daj swój".

Czy znaczy to zatem, że zdradzający mężczyzna nigdy nie rozstaje się ze swoim telefonem?

Nawet ten, co telefon i pod prysznic i do toalety zabierał wcześniej?

Otóż nie.

Znałem faceta, który aparacik swój specjalnie na widok zazdrosnej partnerki niekiedy zostawiał.  A kiedy? A wtedy, gdy kochanica jego, którą od wielu lat przytulał wyjeżdżała służbowo za granicę na parę dni. Będąc przekonanym, ze żaden kompromitujący sms nie przyjdzie w tym czasie - prosił przy tym swoich przyjaciół o wszystkim wiedzących,  by w owym okresie żadnych głupich tekstów nie przysyłali - zostawiał   telefon  s p e c j a l n i e.  Wychodził na zakupy, mówiąc, że będzie za 40 minut i  ostentacyjnie kładł komórkę w miejscu jak najbardziej widocznym. Po czym włóczył się bez sensu tylko po to, by żona jego mogła się z zawartością wiadomości w jego telefonie się zapoznać. Żonka znajdowała  rzecz jasna to, co znaleźć powinna. Sms-y od siebie, z pracy, i takie tam...

Słowo o wirtuozach jeszcze.

Ci najlepsi z nas, ci, co potrafią z życiem swym podziemnym ukrywać się nie mniej skutecznie niż James Bond ze swoim homoseksualizmem, ci nieliczni, prawdziwi mistrzowie, ci, słów nie mam by zachwyt swój wyrazić, ci, to mają... dwa telefony.

 

I dwa numery.

09:37, pistolet
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 lutego 2005
Nie przyznawaj się! (1)

No więc niniejszym przestaję smucić i opowiem Państwu o moim przyjacielu.. No i może troszeczkę o mnie

No więc Bruno.
Będzie to opowieść, którą snuje się na potwierdzenie jakiejś niesamowitej prawdy o Człowieku Bohaterskim. Jak opowieść o Czapajewie, albo o Leninie albo o Leszku Millerze.. Historyjka, która ma być potwierdzeniem jakim to mądrym, przenikliwym, odważnym, współczującym, zaradnym – radnym jest nasz bohater. Będzie to historia wzruszająca. Myślicie, że ironizuję, trywializuję i plwam na Wasze świętości? Otóż nie. Jestem pod ogromnym wrażeniem owej historii i nauk z niej płynących, a sposób w jaki mój przyjaciel poradził sobie w owej opowiastce świadczy li tylko o Jego Klasie..

Przeto posłuchajcie.

- No i co ci kurwa mać, dziewczyno chodzi chorego i pojebanego po tej głowie, a?! Czego ty kurwa ode mnie chcesz?! - Wrzeszczał Bruno do „Śmierdzących nóżek”. Dziewczyna siedziała na sofie wyprostowana jak struna i hardo patrzyła na miotającego się po pokoju Bruna. Gośka, żona Bruna kuliła się przy stole z twarzą ukrytą w dłoniach. Nic nie mówiła i była naprawdę, ale to naprawdę zdruzgotana. Przed mniej więcej trzydziestoma minutami świat się dla niej zawalił. Rzeczy, o których domyślała się przez te wszystkie lata, stały się nagle faktem. Tu nie było już miejsca na przypuszczenia, analizowania poszlak, przewąchiwania, przypieprzania się o to, że go znowu nie było, że znowu jakieś włosy, czy znowu nie odebrany lub głuchy telefon, albo „tak kochanie jadę pociągiem” chociaż wyraźnie słychać cykanie świerszczy i ujadanie psa... Teraz miała dowód niepodważalny. Lepszy niż zdjęcie lub nagranie magnetofonowe. Dowód, który w sądzie bez jakichkolwiek wątpliwości zdecydowałby o każe śmierci.
Dziewczyna na którą pieklił się Bruno, przyszła i zameldowała, jego żonie, że spała z jej mężem. Bruno zażądał konfrontacji.
- No to kiedy to niby było? – pytał tym razem jak mógł najspokojniej
- Przecież wiesz kiedy.. – odparła dziewczyna – przecież to było wiele razy i nie udawaj idioty! –
- A gdzie? – Bruno pytał niezmienionym tonem
- Boże! Czy on nie przestanie?! – dziewczyna zwróciła się w stronę Gośki – Gosiu, przysięgam ci, że to prawda... Zresztą nie tylko on.. Z Łysym też spałam...
Bruno aż podskoczył.
- No nie mogę! Co takiego?! Z Łysym też spałaś?! Jeszcze raz cię pytam idiotko, o co tobie chodzi?! O kasę?! Mów!
Dziewczyna opadła na fotel i pokręciła głową z niedowierzaniem. Nagle wstała i zwróciła się do Gośki.:
- Jak będziesz chciała o tym porozmawiać, to daj znać. Wiesz gdzie mnie szukać...
I wyszła.
Gdy zamknęła za sobą drzwi, Bruno zwrócił się do swojej żony.
- Dzwoń do Łysego...
Gośka siedziała nieruchomo, więc sam złapał za telefon.
- Pistolet? Przyjedź do nas... Proszę cię. Tak, teraz..
W 10 minut później wszedłem do ich mieszkania.
Bruno zaczął natychmiast.
- Była tutaj ta idiotka, Edytka.. No wiesz, ta malutka.. no ten kocmołuch od Potrykusów... No i kumaj.. Powiedziała Gośce, że ze mną spała... Nie dość tego.. Powiedziała. że ty też ją dymałeś.. Bruno nawet nie mrugnął a ja patrzyłem na niego ni to zdumiony, ni rozśmieszony.
- Nie opowiadaj. – mówię – a po co to powiedziała? – spytałem z kretyńskim zdziwieniem.
Gośce po raz pierwszy zaświeciły się oczy. Przysunęła się do stołu i spojrzała na mnie.
- Nic o tym nie wiesz?
- Gosiu.. - zacząłem powoli - No jak chcesz, to mogę ci pokazać kto ją dyma, ale... w zasadzie ten koleś się tego trochę wstydzi.. No bo do urodziwych ta dziewczyna nie należy..
Gosia wstała z krzesła i podeszła do barku.
- Napijmy się..

W kilka dni później Gosia zadzwoniła do mnie. Rozmawialiśmy niby to o ciuchach dla moich dzieci. Jej są trochę większe więc może wziąłbym te fajne dla swoich, bo „co to przelewa się, nie Michał?
W końcu powiedziała.
- Wiesz, nigdy nie będę do końca pewna... czy.... No wiesz...
- Daj spokój – uspokajam ją – ludzie takie rzeczy mówią

Spytacie dlaczego „Śmierdzące nóżki”? No.. Nadaliśmy Edytce takie imię bo strasznie (podobno) waliły jej malutkie stópki. Bruno jest duży chłop i jak ją pierdolił, tę maleńką dziewczynkę, leżącą na plecach i trzymał jej nogi uniesione w górze, to jej stopy znajdowały się dokładnie na wysokości jego bardzo wyczulonego na węch noska. A cuchnęło tak straszliwie, (podobno) że biedak nie mógł  skupić się na robocie. Ja problemu z tym nie miałem. Rznąc ją chwilę wcześniej niczego nie wyczułem. Może dlatego, że dymałem ją tylko od tyłu?  No nie wiem... Tak czy siak zarykiwaliśmy się potem ze śmiechu.. „Śmierdzące nóżki.. ha, ha, ha... a jej indiańskie imię brzmi „śmierdzące nóżki”.. ha, ha.

18:58, pistolet
Link Dodaj komentarz »
TELEFON (1)

Niebawem minie 15 lat od chwili gdy na świecie pojawił się najważniejszy i nieodłączny atrybut  (wzmacniacz, pomagacz, załatwiacz, organizator, kamuflator, narzędzie..) podziemnego życia.

Czyli   TELEFON KOMÓRKOWY.

Nie miejsce tu, by wyliczać setki tysięcy najróżniejszych przykładów zastosowania telefonu bezkablowego do wykonywania zdrady małżeńskiej.

Właściwie to można śmiało zaryzykować tezę,  że telefon, w świecie zdrad,  pełni rolę drugorzędnego męskiego organu.

Pierwszorzędnym jest - przypominam - męski umysł.

Ale po sposobie w jaki mężczyzna obchodzi się z telefonem komórkowym,  można na 99% pewności stwierdzić czy obserwowany osobnik pędzi życie cnotliwe u boku swej jednej jedynej wybranki czy też prowadzi życie zdradzieckie i występne.

Po pierwsze i najważniejsze:

Mężczyzna zdradzający nigdy nie rozstaje się z telefonem. Zabiera go ze sobą do wanny, do toalety, pod prysznic..

Gdybyśmy, my,  biedne zapracowane żuczki, biznesmeni, politycy, przedsiębiorcy czy fachowcy marketingowcy, studenciaki i uczniaki nie wiem jak byli zapracowani, to przecież są choć drobne momenty w naszym życiu, gdy zostawiamy nasz telefon w odległości większej niż dwa kroki od naszej ręki. No właśnie.. Natomiast jest taki jeden szczególny etap w życiu mężczyzny, gdzie  w   ż  a  d  n  y  m     w   y  p  a   d  k  u,  i   pod jakimkolwiek pozorem  nie możemy sobie pozwolić na  wypuszczenie telefonu z ręki (lub kieszeni) choć na minutę.

Tym szczególnym okresem jest czas, gdy mężczyzna prowadzi podwójne życie.

Gdy żywo reagować musi, na "myślę o Tobie mój najsłodszy" albo "tęsknię" albo "nawet nie wiesz, jak mi ciebie brak" albo "chciałabym być teraz przy Tobie" albo "jestem taka rozpalona!".

Reakcja na tego typu prowokacje i głupstwa, polega na tym, że nawet nie wyciągając rąk z kieszeni, mężczyzna wiadomość kasuje. Natychmiast. Bez czytania oczywiście. No bo gdzie? W domu, przy partnerce życiowej? No chyba, że mężczyzna jest w romans wtopiony po uszy.. Wtedy udając, że jakowaś ohydna przypadłość go paraliżuje, dopada łazienki i tam w spokoju i atmosferze ulgi odpowiada na owe wyznanie jak najszybciej.

Mężczyźni, którzy okres fascynacji podziemnym -  lub nazwijmy go, pobocznym - związkiem już przeszli i zależy im jedynie na  podtrzymaniu luźnej jedynie znajomości z kochanką, nie odstąpią od życiowej partnerki natychmiast, nie odejdą od stołu by nagle wyjść z psem, nie złapią za telefon oburącz krzycząc "to z pracy" -  tylko zaczekają. Poczekają nawet kilka godzin, aż nadarzy się okazja, i wtedy, zupełnie zrelaksowani, bez niepotrzebnego stresu wbiją paluszkami w klawiaturkę sakramentalne "ja też kochanie".  Jest to standartowy, najczęściej stosowany przez mężczyznę, tekst. Fantastycznie uniwersalny. Niezależnie bowiem jaka była treść  sms-a od ukochanej, i tak odpowiedz  "ja tez kochanie" wpisuje się idealnie w adekwatną odpowiedź do wszystkich miłosnych wynurzeń. Proszę zwrócić uwagę. Mężczyzna je kolację z prawowitą partnerką. Dostaje w tym czasie od kochanki smsa. Cóż więc robi? Przy okazji grzebania ręką w spodniach, nie czytając nawet, wyrzuca smsa z telefonu. Potem zaś, bez jakiegokolwiek narażania się, ani to żonie na podejrzenia,  ani kochance na nieczułość,  spokojnie odpisuje kochance "ja też kochanie".

Przykłady? Służę:

"Myślę o Tobie mój najsłodszy - Ja też kochanie" ;

"Tęsknię - Ja też kochanie";

"Nawet nie wiesz, jak mi Ciebie brak - Ja też kochanie" 

"Chciałabym być przy Tobie teraz" - Ja też kochanie";

"Jestem taka rozpalona - Ja też kochanie"

................

Przy okazji:

Jak sprawdzić czy ukochany "Ja też kochanie" traktuje z należytą powagą?

Prześlij mu przyjaciółko tekst: "Mam wątpliwości co do naszego związku".   Może nie odpowie "Ja też kochanie".

........................

12:19, pistolet
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5